to nie mój film

Czy nie masz czasem odczucia bycia w miejscu wywołującym dziwne odczucia  i wśród ludzi, na których patrząc i słuchając, myślisz sobie – co ja tu robię, Weszłam nie na ten właściwy plan filmowy, pomyliłam się! Co jest tu grane? To nie mój film.

 

nie ta sukienka.... nie ten kolor i kształt

Istniejemy na świecie przybrani w strój. Ten strój jest nam nałożony w dzieciństwie przez najbliższe otoczenie. Potem w szkole, w pracy…. Nie zastanawiamy się, jaki on jest.  Ale przychodzi moment –  wcześniej czy  później,  że ten strój … ta sukienka, w które zostaliśmy przystrojeni  jest za mały, za duży, za ciasny, za obszerny, za szary, za bury.  Ale przecież nie mieliśmy wyboru, narzucono nam go.  

Ten strój – ubiór jest nam przydzielony do grania roli w scenariuszu napisanych przez innych. My mamy być częścią całości wydarzeń rozgrywających się na planie. Nikt nie pyta, czy chcesz grać tę rolę.  Jesteśmy używani przez innych…. szczęśliwców grających główne role i dostosowujących wszystko pod siebie! (Gdy strój nie uciska, też jesteś szczęśliwy i przemiły dla innych). 

Dochodzi do momentu, że już sami nie wiemy, co na siebie założyć….Jaką rolę odegrać, Dlaczego tak się dzieje? W sumie proste jak drut, Tracimy  poczucie samokreślenia się, Próbujemy przywołać siebie poprzez ubieranie się… czasem kontrowersyjne, bo przecież szukamy tego stroju, maski do zademonstrowania się na zewnątrz i  nie będąc odrzuconym.

Tak odrzuconym. nie pasującym do całości – bowiem jakiekolwiek zmiany w scenariuszu życia są niemile widziane. . .  Albo z.. albo poza nawiasem, dlatego udajemy,  że jest ok.  

Ale siebie samego jest trudno oszukać, cierpimy coraz bardziej z wyrzekania się naszej wizji świata i samorealizacji.  Interpretacji życia i odegrania wymarzonej roli. Im dłużej zamydlamy siebie, tym bardziej osłabiamy wewnętrzną moc.

Moc stworzenia ukochanej dla siebie roli.  Wykreowania i przyodzienia się  w stworzony przez nas samych strój. Wspaniały, bo pasujący nam i wypełniony barwami.  W takim stroju przyciągamy rolę  dla nas stworzoną, idealnie pasującą. Jak za dotknięciem czarującej różdżki jesteśmy w miejscu i z ludźmi, z którymi wymiana myśli jest twórcza, jest atrakcyjna. Już nie gramy, nie udajemy, ale istniejemy. 

 

Kim jestem, kim chcę być

Moc stworzenia ukochanej dla siebie roli wymaga uwiadomienia sobie takiej potrzeby… Wielu tej potrzeby nie ma albo jeszcze nie, i to jest ani dobrze ani źle.

Najczęściej taka konieczność zmiany roli- sukienki wywołana jest – wręcz podświadomie wymuszona, przez nadświadomość wskazującą nam, kierunek rozwoju duchowego.  Nadświadomość chroni nas w ten sposób przed cierpieniem.

Proces stworzenia pasującej roli dla siebie, zaczyna się od  postawienia pytania  – kim jestem? 

W świecie zewnętrznym –

Kim jestem dla świata – tu odpowiedź jest dużo łatwiejsza, bowiem sprowadza się do wyliczenia w świecie materialnym … poszczególnych rol rodzinnych i zawodowych, osiągnięć w relacjach i skumulowania dobrobytu materialnego. Odpowiedź może być Ale czy o to chodzi… wraca pytanie KIM tak naprawdę jestem. Odpowiedź na to pytanie to swoista samoanaliza. To sięgnięcie do najgłębszych  poziomów naszego istnienia.  

Bo skoro to nie ta sukienka , nie ta rola, nie ten film – to oznacza , że czujemy się niekomfortowo, że nasze wewnętrze Ja rozmija się,  nie koreluje z Ja prezentowanym światu. Żyjemy w zawieszeniu. Z dnia na dzień – niespełnieni i niezadowoleni. Codzienne życie wprawdzie podrzuca nam fragmenty radości,  które pozwalają nam przetrwać …Ale – I tak do następnego momentu uświadomienia sobie, że przecież coś nie gra….

Coś nie gra, dlaczego rezygnuję z siebie…. bo w pewnym momencie, możemy być całkowicie zdominowani przez otoczenie i nie być w stanie sprecyzować i wyartykułować swoją osobowość. Indywidualność. Dlatego udajemy gramy tę nielubianą rolę. Ale to męczy i pożera naszą siłę witalną.

Dlatego – nie – nie rezygnuj z siebie!  W każdy momencie możesz zrzucić z siebie nielubianą, nie dopasowaną  sukienkę – zapomnieć o roli, w jakiej przyszło ci w niej grać  …. i uszyć na miarę nową.  piękną , barwną.  

(Zjawiamy się na świecie, być zrealizować najlepszą wersję siebie.  By zaoferować światu , co mamy najlepsze. A  to jest możliwe tylko wtedy, gdy jesteśmy szczęśliwi – spełnieni na poziomie duchowym! ).  

Fajnie jest się cieszyć na myśl o nowej kreacji. Wyobrażać siebie w tej pięknej sukience w nowym otoczeniu, z interesującymi ludźmi , z którymi wymiana myśli jest radością. Niekończący się dialog . Nie ma czasu ani przestrzeni – istniejemy.

cdn

 

 

 

 

 

 

 

 

 

,

 

 

 

różne twoje oblicza

Otwórz szafę i sięgnij po parę mniej i tych więcej ulubionych kreacji, Zacznij przymierzać –  każdej kreacji poświęć czas, poprzeglądaj się w lustrze z każdej strony. Na pewno zauważysz, że w każdej czujesz się inaczej…. Inną osobą. Niby tą samą, ale pomimo wszystko inną.  W którym stroju twój splot słoneczny  podpowiada ci – ten jest taki mój… na głębszym poziomie wywołuje dobre samopoczucie. To oznacza, że nosząc go, będziesz bardziej sobą i odgrywała wybraną przez siebie rolę, Jak już wybierzesz ten pasujący ci strój- wizerunek, postaraj się skomponować osobistą  garderobę bazują na tym stroju- niechaj będzie wzorcem dla ciebie!

Taką rolę chcesz grać….

 

żebyś się nie zdziwiła

… żebyś się nie zdziwiła, jak będziesz na siłę w tę suknię wciskana.  Rozsuniesz zamek, zsuniesz z ramion i… na nowo będziesz w nią za sugestią otoczenia ubierana, wciskana. Bo przecież, usłyszysz –  co robisz kochana, Oni za nic nie chcą , byś się zmieniła, byś w  inną kreację przyozdobiła. Masz być taka… bezsilna i dostosowana do wymagań!

Nie znosisz tej sukienki, nie znosisz siebie takiej, cierpisz…. Grasz nie siebie, ale tę osobę, którą ci przydzielono. 

Chcesz być sobą…. Obyś tylko kontakt ze sobą nie straciła i pod narzuconą ci kreacją, jeszcze siebie dostrzegała. Kim jesteś naprawdę. 

Julcia w niebogłosy krzyczała

Scenka z życia… dziewczynka tej roli grać nie chciała.

Będąc goszczoną w Warszawie – fantastyczni przyjaciele -,miałam okazję słyszeć Julcię. wychodzącą z mamą przed ósmą do szkoły. Obudziło mnie to…

Pierwszoklasistka w niebogłosy krzyczała, bo nie taki kolor na siebie włożyć chciała. Kurtkę z siebie zsuwała…nie chcą. nie chce!   Ale szansy nie miała, bo mama zadecydowała i w fioletową kurteczkę  ją ubrała.  ( Mama jak najlepiej chciała.  w najmodniejszy w tym sezonie kolor ją ubierała). 

Julciu – też bym tego koloru na siebie nie założyła. Bardziej dla duchownych, a nie dla cudnego kwiatka, który pragnie wody- koloru granatowego i niebieskiego –  do zakwitnięcia, do zaistnienia w całej gamie możliwości. I ona chciała… Dzieci jeszcze nie grają… nie udają!

Translate »