takie olbrzymie piersi miała … (a kurka Mądrala z klasy wyfrunęła)

Takie olbrzymie piersi miała, że jak za biurkiem siadała, to je na nim opierała (jak by auto parkowała, raz lepiej, raz gorzej się dopasowała…) i w  tej pozycji zastygała.

Trwało to wieki… albo i więcej.  Jak mucha leciała, to słychać było, jak skrzydełkami trzepała. Musiała mieć niezły ubaw (mucha), patrząc na wystraszoną klasę (pierwsza licealna, początek roku szkolnego). A jej, małej muszce wszystko było wolno… i fruwać… i nawet głośno oddychać, i ślinę przełykać, i dłonie też nie musiała w bezruchu na ławce trzymać…  Wreszcie Francuska* (nie, nie uczyła francuskiego a geografię) ożywiała, do dziennika zaglądała, po nazwiskach z góry do dołu paznokciem wodziła, wreszcie ofiarę wypatrzyła i do tablicy zimnym głosem zaprosiła.

Kurka nauczycielkę zapamiętała… Nie, nie dlatego, że namioty nosiła (nawet sobie  myślała, że jak Pan Bóg dzielił, to się kobieta pomyliła… parokrotnie do kolejki stanęła i za inne zgarnęła. Jak się opamiętała, to już za dużo miała… Gdzieś tam u góry źle oznaczają i jedne za dużo a inne za mało mają),  ale że radości życia pozbawiała a tego kurka nie akceptowała. 

Tego pamiętnego dnia jak zwykle nauczycielka swoją ofiarę do tablicy wywołała i  oczekiwała, aby cała klasa jak w obraz Leonarda da Vinci – Dama z Łasiczką – w nią patrzyła. Jak ofiara czegoś nie wiedziała, to klasę pytała. Kurka Mądrala ambitna była, uczyć się bardzo lubiła.  Jak nauczycielka pytała,  to się zgłaszała i odpowiadała. Wreszcie się nie nudziła… aktywna była…. Mogła przynajmniej buzię otworzyć (bo ona, kurka mogłaby bez końca mówić i dyskutować,  co niestety w większości szkół jest niedopuszczone). Zadowolona z siebie marzyła sobie, że jak będzie ze szkoły szczęśliwa wracała, to kasztany będzie  zbierała.

Jak sobie tak myślała,  to nagle swoje nazwisko usłyszała…. Nauczycielka ją o zeszyt poprosiła.

Kurka Mądrala pełna radości do biurka się skierowała i zeszyt jej podała. Nauczycielka ocenę wpisała… jaką kurka nie widziała (widoczność z wiadomych powodów ograniczona była), ale kurka ogromną nadzieję miała, że przynajmniej czwórkę… jak nie więcej…  piątkę, za dopowiadanie….  Bo kurka perfekcyjnie do lekcji się przygotowała i tylko bardzo dobre noty oczekiwała.

Tak oczekiwała, chociaż  jeszcze tej sekretnej zasady nie znała, mówiącej: twoje oczekiwania są samospełniającą się przepowiednią… intuicyjnie ją realizowała.

Ale jak zeszyt odebrała i  jak do ławki podążając,  do niego zajrzała … to znieruchomiała… to co ujrzała, było katastrofą ( dostateczny). Kurka emocji nie wstrzymała… przez moment w koguta się odmieniła. zeszyt na ławkę rzuciła…  ale sama to już usiąść nie zdążyła …. Cała klasa tylko na nią patrzyła.

Nauczycielka na dźwięk rzuconego zeszytu z miejsca podskoczyła i bardzo podwyższonym tonem w stronę kurki  rzuciła…. Dwadzieścia pięć lat uczę, a jeszcze mnie coś takiego nie spotkało, żeby mi uczennica zeszytem rzuciła, żeby się na coś takiego odważyła!  Kurka wyszeptała, że  tak mocno… to może  nie chciała, że jest przygotowana, że może być więcej pytana…  Ale ona, Francuska nie słuchała… Torbę spakować kazała i  … Kurka z klasy wyleciała.

I tak przez następne pół godziny lekcyjne na korytarzu siedziała; przez otwarte okno kasztany wypatrywała.

Było jej tu lepiej..,. głęboko sobie oddychała, .no, może czasem lekko wzdychała i na słońce zerkała (jakby go o coś pytała), ale nadal, co najlepsze dla siebie oczekiwała…. piątkę na świadectwie z geografii widziała!

Jak dzwonek zadzwonił  i dzieci do kurki się rzuciły… oj, to bardzo  jej współczuły… Wiesz, nie uwierzysz, co ona o tobie  mówiła (tego kurka słuchać nie chciała, przed negatywizmem się blokowała!) Jeszcze kurka się dowiedziała, że  jak się Francuska na ucznia uweźmie, to koniec (zostawi na drugi rok). I jeszcze się dowiedziała, że trója z geografii to super ocena.   Kurka była lubiana, ale naprawdę współczucia i takich informacji nie potrzebowała… i tak zupełnie w tej materii myślała… i  że piątkę z geografii, mimo wszystko będzie miała!

ciąg dalszy czytaj